|
Blog > Komentarze do wpisu
Tanie lato
Co począć z niedzielą, naznaczoną dniem wczorajszym, rozpoczętą weselnym alkoholem, piękną niedzielą, która zaczęła się bez naszego udziału i trwa? Otwieram okno. Miłośnicy aktywnego spędzania wolnego czasu mkną na swoich jednośladach w stronę Tyńca. Jakieś głupie buce ryczą silnikami swoich głupich suwów. Na placu zabaw dzieci biją się i wyją. Sąsiedzi jak zawsze siedzą w oknach, sąsiadki jak zawsze rozbijają kotlety. Gdzieś w oddali wisi balon.
M. niespiesznie otwiera oczy, które pod wpływem reakcji chemicznych z etanolem w roli zapalnika zmieniły kolor na królicze. Dopiero kawa uruchamia w nas odpowiednie przyciski. Wsiadamy w tramwaj, kierunek: Hala Targowa. Pod Halą jak zawsze kłębią się wykluczeni społecznie i nowobogaccy, przeplatani zabłąkanymi turystami nerwowo powtarzający "ka-si-mieś? ka-si-mieś?". Ktoś sprzedaje stare książki, ktoś hełm żołnierza Wehrmachtu (pewnie dziadkowe trofeum z dumnych czasów partyzantki), ktoś nagie lalki Barbie w wielu odmianach, ktoś psa, ktoś truskawki. Dobrze nam tu, bo nas nie widać, bo tym skrawkiem świata zawładnęły rzeczy, ludzie są tylko dodatkiem, którego się nie zauważa, dopóki nie nadepnie na nogę. Nie ma nas, z niczego się nie musimy tłumaczyć, możemy w spokoju oglądać uwolnioną zawartość cudzych strychów. Idziemy potem na ekskluzywny niedzielny obiad do baru mlecznego Krakus. Zbieramy podwójnyschabowypodwójnakapustaziemniakiidelicjerazdopojemnika! ze sobą nad Wisłę. - Bar mleczny Krakus jest w bandzie! - mówi M., odgryzając kolejne części kotleta prosto z widelca. Wisła faluje. Na drugim brzegu rzeki kłębią się rowerzyści do spółki z pieszymi, wózki dziecięce śmigają pchane przez rodziców na rolkach, ktoś obsiadł moje schodki. Leżymy sobie w trawie. Leniwie. Leniwiej.. A kiedy niedziela powoli więdnie, docieramy pod dom, który zdążył napełnić się kocią sierścią i czymś, co naleciało przez okno. Głowa powoli chyli się ku poniedziałkowi i cotygodniowej orce przy komputerze ("aa, co tam państwo mają do roboty, państwo sobie tylko klikają!") i rzeczywistość znów kłuje w boku. Czas na sen. wtorek, 16 czerwca 2009, manra
TrackBack
|